Zawsze wiedziałam, że Cate Blanchett jest świetną aktorką - ekspresyjna, przekonująca, urocza, wyrazista. Troskliwa pielęgniarka, najlepsza królowa Elżbieta I ever. Jednak od chwili, gdy ujrzałam poniższe zdjęcia wykonane przez Annie Leibovitz, nie tylko wiem 'bardziej', ale też jestem... oficjalnie zakochana. Kto by pomyślał, że dzięki grudniowemu numerowi Vogue US przeżyję mój pierwszy selebriti krasz... Cate, I love you & I want you in my room ;-)
Hmmm... Czy Empik wciąż sprzedaje takie wielgachne plakaty z podobiznami gwiazd?!?
Niewątpliwą zaletą posiadania szafy pełnej stosunkowo prostych ubrań w naturalnych kolorach jest nie tylko łatwość ich komponowania ze sobą, ale także możliwość folgowania sobie w kwestii oryginalnych czy wręcz zwariowanych dodatków. Dlatego gdybym mogła wypowiedzieć dziś jedno akcesoriowe życzenie, dotyczyłoby ono portfelika-sówki zaprojektowanewgo przez Kate Spade. Zakochałam się w tym uroczym i pełnych charakteru drobiazgu. Trzy rodzaje zamszu, lakierowana skóra naturalna, metalowy dziób, szklane oczy i podszewka w wielkie kropy - to by pomyślał, że jedna mała sowa może mieć w sobie tyle luksusu :-)
Sówkę na monety można nabyć tu (125$ - zamiłowanie do gadżetów ma swoje ciemne strony...). Wielbicielki większych okazów mogą pokusić się także o sowią torebkę, dodatkowo wyposażoną w rączkę i złote nóżki!
Zachęcona działaniami Harel i kilku innych osób, postanowiłam krytycznie przyjrzeć się zawartości własnej szafy i pozbyć się wszystkiego, co: przestało na mnie dobrze leżeć, nigdy nie zaczęło na mnie dobrze leżeć, znudziło mi się, odpodobało, zdecydowanie powstało z myślą o kimś innym.
Ogłaszam więc wszem i wobec, iż otwieram blogowy kramik, w którym znaleźć będzie można różności z mojej szafy - niektóre wciąż z metkami (ciekawe, co to o mnie mówi...), inne nieco starsze, wszystkie jednak w dobrej formie i szukające nowego domu. Mam nadzieję, że przynajmniej klika z tych rzeczy znajdzie nowe właścicielki :)
...co może okazać się źródłem inspiracji. Moja propozycja na dziś to video do jednej z piosenek Uffie. Jakieś dwa lata temu zupełnie zwariowałam na punkcie tego kawałka - słuchałam go bez przerwy (często tak mam, gdy spodoba mi się jakaś piosenka :). Po jakimś czasie, ku radości domowników, przeszło mi. Muszę jednak przyznać, że dżwięki 'Pop the Glock' wciąż wywołują we mnie przyjemne odczucia. Życzę wszystkim dobrego dnia!
Niemożliwe? Pff... I wcale nie od szemranego sprzedawcy z wiadomego serwisu aukcyjnego, ale ze sklepu, z SALONU, co to w już chyba w każdym polskim mieście się znajduje, w każdym centrum handlowym. Legalnie, nie? Wprawdzie metka dla niepoznaki inaczej się przedstawia, nie mówi 'Gucci', nie, nie. No bo co by to było, czy Państwo mogą sobie ten szał wyobrazić, gdyby ujawnić prawdziwego autora omawianego tu dzieła? Klientki by sobie do gardeł skakały, gotowe na wszysto polskie faszionistki! A nam przecież nie chodzi o rozgłos i zamieszanie. Intencje mamy czyste, jasne i klarowne: wielka moda na każdą kieszeń, lub jeszcze krócej - sprzedaż, sprzedaż! Tylko co to? Frida Giannini zapomniała dać tej jakże fajnej skądinąd sukience kieszenie...? Nic to, najlepszym też zdarzają się drobne potknięcia. Błąd naprawimy, kieszenie szast-prast doszyjemy, et voila:
Im dłużej śledzę blogi modowe i streetstylowe, tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że najskuteczniejszym sposobem na osiągnięcie stylowego 'looku', bez karkołomnych zabiegów i dramatycznych starań, jest sięganie po nieskomplikowane elementy i zestawianie ich ze sobą w nie do końca typowy sposób. Popłaca także ograniczenie palety barw do minimum - jeden, dwa kolory i wariacje na ich temat często dają efekt bardziej wyszukany i szykowny niż wszystkie kolory tęczy jednocześnie. Najważniejsze jednak jest to, że w każdej szafie kryje się cała masa możliwości na wyraziste, ciekawe stylizacje. Trzeba ich tylko poszukać i mieć ochotę trochę sobie poeksperymentować. Dowody poniżej. Trzy proste zestawy, ktore jednak mają w sobie to 'coś'.
Idealny mix elegancji i nonszalancji. Jasny top lub lekki sweter, czarne pumpiaste spodnie z podwyższonym stanem przełamane beżową kurtko-parką i kluczowy dodatek - dzianinowy beret. Całość, choć bardzo prosta i zapewne superwygodna, ma w sobie coś świeżego. Krótko mówiąc: żurnalowy szyk jakby od niechcenia!
Kobieta-kot w ciągu dnia wciąż nosi się na czarno, jednak dopasowany skórzany (lateksowy??) kombinezon zastępuje luźnym swetrem, kryjącymi rajtkami, zrolowanymi getrami i... cekinową mini (bo w końcu trudno tak zupełnie zrezygnować z połysku). Urok tej stylizacji kryje się w zabawie fakturami i kształtami: ciche, mechate, przytulne dzianiny dobierają się w pary ze ślisko-gładkimi i nieco krzykliwymi cekinami; lużne i obszerne - ze skąpym i dopasowanym. Efekt? Zwyczajny-niezwyczajny :)
Sukienka - biała i na pierwszy rzut oka kobieca, ale z uwagi na asymetryczny dół - jakby niedopowiedziana, wymykająca się streotypowym klasyfikacjom. By spotęgować efekt zaskoczenia, tniemy ją na pół grubym, czarnym paskiem z ćwiekami. Tylko, że nie jednym, a kilkoma. Na koniec sięgamy do szafy po... Szpilki? Nie, nie, nie! Po glany/martensy/jakiekolwiek-inne-cieżkie-pozornie-niepasujące-tutaj-buty. I tak oto, z kilku sprzeczności, powstaje znakomicie zbalansowany zestaw. Mniam, mniam!
I tak dalej, i dalej, i dalej. Chyba już wiecie, o co mi chodzi. Z tego samego powodu tak bardzo uwielbiam COSa, w którym wszystko jest 'po prostu, a jadnak'.
PS: Koniecznie zajrzyjcie na bloga Slanelle - jest świetny! Polecam szczególnie osobom lubiącym neutralne kolory oraz rzeczy, które można nosić na więcej niż jeden sposób.
Poniższe zdjęcie ma w sobie jakąś niesamowitą moc. Czarna sukienka, krwiście czerwone usta, jakby lekko potargane włosy, a gdzieś pomiędzy tym wszystkim - masywny naszyjnik. Całość precyzyjnie wyważona, perfekcyjna po prostu. Loan Chabanol w obiektywie Erica Traore, kampania biżuterii marki Baccarat.
Zdjęcia pochodzą z najnowszego numeru The Last Magazine. Jest to jedna z nielicznych publikacji poświęconych modzie, która ukazuje się w formacie gazetowym. Może takie parametry nie są zbyt poręczne i trudno się mieszczą do torebki, pozwalają jednak poszaleć z fotografiami i grafiką, które dzięki powiększeniu często robią niesamowite wrażenie na odbiorcy. Rzeczony magazyn można przejrzeć strona po stronie tu - co prawda w skali mikro, ale to i owo i tak da się dostrzec. Polecam także kliknięcie w zakładkę 'film'; znajduje się tam kilka miniprodukcji z pogranicza mody i sztuki, które naprawdę przyjemnie się ogląda.
Victoria Christina Hesketh, czyli pani Małe Butki prosto z Wysp Brytyjskich. 'Robi' całkiem przyjemny dla ucha electropop. Tu www. Półgodzinny, legalny zestaw energetycznych dźwięków - tu. Życzę wszystkim dynamicznego czwartku!